VERSUS
SS-NG #29 MARZEC 2005






gnz
    Kiedy zobaczyłem dziś panią minister kultury z wielce poważną miną mówiącą quality zamiast jakość coś we mnie zaskoczyło. Przyznaję, że zabolało.


  Premiera WORLD OF WARCRAFT w Europie. Kolejki przed sklepami, euforia godna lepszej sprawy. Na pierwszym planie szczęśliwiec, który zakupił unikalną edycję kolekcjonerską. Sprzedawca nieco niedzisiejszy.


Nie jestem jakimkolwiek ksenofobem – kosmopolitą również nie – powiedzmy, że zostałem urażony jako najzwyklejszy obywatel kraju. Leżałem na kanapie zastanawiając się czy rzeczywiście jest sens zaprzątać sobie głowę wewnętrznym gniciem państwa. Zaraz powiecie, że nazbyt wyraźnie deklaruję swoje poglądy polityczne. No, niezupełnie. Ja takowych nie posiadam. Czy czyni mnie to uboższym pod jakimkolwiek względem pozostawiam Wam do oceny. Czyniąc zadość ordynacji wyborczej i głosując moim zamierzeniem jest zrealizowanie obywatelskich obowiązków, żeby mieć – tak, tak, jestem (lub raczej bywam) typowym Polakiem – podstawę do narzekania. Bo bez oddania głosu, tracimy autentyczność w późniejszym ewentualnych dyskusjach. Ale wybory wyborami, nie będę się tu nimi zajmował, bo ostatnio twardnieje moja powłoka obojętności i polityczny tygiel wyrzuca mnie poza swój obręb. I dobrze.
Czy sobie zdajemy z tego sprawę czy nie, wyborów dokonujemy praktycznie w każdej chwili naszego życia. Wygląda to niewinnie, ale nasza decyzja o – przykładowo - wyborze tego akurat produktu czy odwiedzenia danej witryny internetowej przyczynia się do bardzo konkretnego i wręcz namacalnego rozwoju odpowiedniego sektora rynku. Bo rynkiem powoli można nazywać wszystko i nikt się nawet nie zdziwi.
Wracając do – heh, gdybym był ministrem kultury napisałbym ‘keynote’ – myśli przewodniej, warto wykształcić w sobie odruch zastanawiania się czy nadal to my kierujemy własnymi poczynaniami. Nie, nie myślę tu o impulsach pokroju kuracji muchomorowej znanej choćby z książki Wiktora Pielewina GENERATION ‘P’, chodzi mi raczej o nieprzebyte i nadal tajemnicze pokłady naszej świadomości. Być może brzmi to dziwnie, gdy pisze o tym ktoś, kto na co dzień jest poddawany zabiegowi długofalowej utraty tożsamości i zatracania osobowości, ale poza tybetańskimi mnichami nie ma na świecie ludzi, którzy – w mniejszym lub większym stopniu – diametralnie się ode mnie różnią. Nie pamiętam już gdzie, ale ostatnio usłyszałem dość ciekawą opinię, że na świecie żyje ponad 20 tys. ludzi (którzy się świetnie znają), a reszta to statyści. Wiem, na pierwszy rzut oka wygląda to na pokraczną - awkwardową? - tezę, ale przynajmniej skłania do przemyśleń.
Czasem warto zastanowić się nad spożytkowanym czasem i traconymi pieniędzmi. Czy rzeczywiście muszę wydać 200 złotych na podobno genialnego WORLD OF WARCRAFT, żeby doświadczyć uczucia akceptacji w społeczności? Jak widać po wynikach sprzedaży (w Europie pierwszego dnia poszło tyle egzemplarzy, ile planowano sprzedać w ogóle na Starym Kontynencie).
To, że gracie w WoW czy innego MMORPG nie znaczy, że jesteście omamieni czy straciliście tożsamość. Hehe, aż tak ciekawie to nie ma. Sam chętnie zagrałbym w produkcję Blizzarda, ale dam sobie spokój (nie chodzi bynajmniej o względy ekonomiczne, jakoś bym uskładał potrzebne pieniądze), wyjdę na miasto albo po prostu usiądę na łóżku – bo najwygodniej – i najzwyczajniej w świecie (i za darmo!) się odprężę. Decyzję podejmujemy w każdej chwili, to już wiecie. Jeżeli przykładowo lubicie grać w masę gier w jednym czasie, a nie bardzo pasuje wam ich przechodzenie to może zamiast ściągania pirackich wersji, przechodźcie dema. Możecie też w takim wypadku próbować zmienić przyzwyczajenia i zacząć kończyć gry, wówczas możliwe, że doświadczycie uczucia satysfakcji. Wiem, to się nazywa wołaniem na puszczy, ale ja lubię sobie pokrzyczeć.


  Rozpoczęcie sprzedaży w krzysztofowo-kolumbijskich Indiach oraz Australii. Wielka feta, szkoda że 100% towarzystwa to faceci. Oby nie przełożyło się to na strukturę płciową w samej grze.


Nie będę konfabulował udając, że sam jestem wolny i w ogóle super gość. Nie. Sam się łapię na wielu rzeczach, które robię bez wyraźnej przyczyny, a często wbrew sobie. Oglądam bezczynnie kolejne programy w telewizji, siedzę na forach przeglądając jałowe dyskusje (są wyjątki, jak wszędzie), robię masę innych rutynowych czynności. Ale mam tego świadomość i chociaż podejmuję rękawicę. Jeżeli macie już ustatkowane życie, pracę, rodzinę, to trudniej wam będzie dostosować otoczenie do waszego nowego stylu bycia, ale nawet nie powinniście tego robić. Dużym sukcesem będzie, jeżeli zdacie sobie sprawę, że to nie wy decydujecie o tym, co jecie, co oglądacie, w co gracie, w czym chodzicie, a nawet co jest dobre a co złe. Wielu postaw wymaga od was społeczeństwo. A co jeśli ono również jest sterowane?
Powyższe poglądy są. Albo i nie są. Być może bywają. Za miesiąc złożymy wizytę Henrykowi z Maćkowiaków, który wyhodował dwustukilogramowego buraka. Nazywa się Józek. Do zobaczenia i pamiętajcie o przysyłaniu wiadomości o wszelkich turniejach, zlotach i konwentach w waszej okolicy. Zamieszczę o nich info, jest szansa, że do kogoś trafi.
VERSUS
SS-NG #29 MARZEC 2005