EMU FARMA - SAGA: WŁADCA PIERŚCIENI NA GBA
SS-NG #28 LUTY 2005






Edward „Maximall” Wawrzaszek
    Gry bazujące na twórczości J.R.R. Tolkiena ukazały się już na łamach SS-NG. Były to „The Fellowship of the Ring” i „The Two Towers”. Jednak nie mógłbym opisać sagi bez tych produkcji (Zainteresowanych wcześniejszą recenzją odsyłam do archiwum SS-NG numer 08/2003. Dobrze by było, gdybyście to zrobili, gdyż tamte recenzje są zdecydowanie bardziej obiektywne). Dzieła Mistrza weszły na dobre w życie każdego szarego człowieka: od czytelników i kinomanów, przez wielbicieli gier karcianych i planszowych, na wyznawcach płatków owsianych kończąc. Lecz czym był by ten fenomen bez gier? Prochem marnym, ot co. Z konsol emulowanych najlepiej wypada GBA, więc przedstawiam wam dziś pięć recenzji wszystkich tytułów pochodzących z tej konsolki, zaś do dwóch z nich zamieściłem kody. Ułożyłem je chronologicznie do wydarzeń ze świata Śródziemia, co częściowo pokrywa się z ich rzeczywistymi wydaniami.
  "THE HOBBIT"

Produkt ten stworzony został z myślą o młodszym gronie graczy, tym samym nie znajdziemy tu ani hektolitrów krwi, ani odrąbanych członków. Prawdę mówiąc widząc wersję na PC, nie byłem ciekawy konwersji na GBA. Uprzedzenia to jednak strasznie głupia rzecz, więc czym prędzej odpaliłem emulator...

  FABUŁA

Gra bazuje na podstawie powieści J.R.R. Tolkiena pt. "Hobbit - czyli tam i z powrotem". Jest to pewnego rodzaju prolog do trylogii "Władcy Pierścieni". Do młodego jeszcze niziołka Bilba przybywa czarodziej Gandalf z trzynastoma krasnoludami. Drużyna ta obrała sobie za cel zgładzenie chciwego smoka o imieniu Smoug i jego skarb. Gad ten niegdyś splądrował i zgrabił jedno z miast krasnoludzkich (stąd tak przeważająca ilość tych pokurczy w drużynie). Tak oto Bilbo porzuca spokojny Shire i rusza w pełną niebezpieczeństw wyprawę.

  GRAFIKA /MUZYKA /GRYWALNOŚĆ

Grafika wygląda dość przyzwoicie - zawsze wymagałem dużo od GBA, a pastelowe kolory otoczenia i zgrabne animacje postaci nie wypadają szaro na tle innych tytułów. Na oklaski zasługuje odwzorowanie warunków pogodowych – deszcz, mgła czy zapadający wieczór robią dobre wrażenie – Bilbo tonie w mroku, a czasami w czasie burzy obraz migocze od błyskawic. Rysunki przedstawiające postacie, z którymi rozmawiamy są staranne i nadają specyficzny, niespotykany w filmowej trylogii klimat. „The Hobbit” jest grą akcji/przygodową z elementami logiki. W 3/4 sprowadza się do eliminacji wrogów, w czym pomaga nam min. drewniana laska, miecz, proca czy fajerwerki. To wszystko dostajemy w czasie podróży od napotkanych postaci, lub sami znajdujemy w ciałach wrogów. Tych zaś jest całe mrowie: od małych szczurów zaczynając, na ogromnych pająkach kończąc. Nie są to jednak nazbyt wymagający przeciwnicy, może za wyjątkiem bossów, z którymi zmierzymy się po każdej większej lokacji. Dla odmiany jedną z plansz musimy przejść całą w ukryciu – przypomina troszkę komputerowego „Thief’a”, ale tu cała rozgrywka jest mniej skomplikowana. Gra jest wierna swemu papierowemu oryginałowi - napotkamy tu wiele postaci przeniesionych z kartek książki mistrza fantasy, min. wielkiego Toma Bombadila, wynędzniałego Golluma czy Elronda z Rivendell. Panuje równowaga między lokacjami bezpiecznymi, a tymi, w których musimy walczyć. Taki podział jest zdecydowanie na plus - dobrze jest po długiej i niebezpiecznej wędrówce zajrzeć do Miasta Elfów i zagrać w jedną z oferowanych mini gier. Muzyka, którą słyszymy w czasie zabawy stoi na wysokim poziomie wykonania. Gdy wędrujemy po bezpiecznych łąkach przygrywa nam melancholijna melodia, a w momencie zagrożenia zmienia się, budząc w nas niepokój. Dźwięki zaś wydawane przez bohatera (bądź inne istoty/warunki atmosferyczne) oddane zostały w perfekcyjny sposób. Bilbo wspinając się nie stęka jak stara babka, a gobliny nie przypominają swym ochrypłym głosem ujadania psa.

  PODSUMOWANIE

Zalety, które wymieniałem są niepodważalne - zostają więc kwestie, które można zaakceptować bądź potępić. Jedną z nich może być liniowość fabuły - pomimo gęsto pojawiających się skrzyżowań, i tak będziemy musieli metodą prób i błędów skierować się we właściwą ścieżkę. To samo tyczy się zagadek: fakt, pojawiają się, ale czy wybór pomiędzy trzema dźwigniami może komuś spędzać sen z powiek? Na pewno nie. Jednak, gdy spojrzymy na tytuł przychylnym wzrokiem i pomyślimy "Stary, to tylko mały niziołek, a nie przygody Herkulesa Poirota" to może się naprawdę podobać. Polecam zarówno fanom Tolkiena, jak graczom dopiero zaczynającym poszukiwania jedynego pierścienia...
Vivendi Universal Games
Sierra Entertainment
GRAFIKA 8
DŹWIĘK 8
GRYWALNOŚĆ 7
OGÓŁEM 7+


  BABCIA KLOZETOWA TO NAPRAWDĘ FAJNA RZECZ. TA MA NAWET BRODĘ


  “LOTR: THE FELLOWSHIP OF THE RING”

Kolejny tytuł z serii, który potrafi zaskoczyć. Widząc zdjęcia z gry miałem ochotę bić producentów. Zaczynając grać o 17.06 wiedziałem, że skończę przed 17.10 i oglądnę końcówkę Teleexpresu. Poziom głupoty twórców wręcz mnie rozśmieszał, więc mając przed sobą perspektywę dobrej zabawy odmówiłem sobie oglądania telewizji i grałem dalej. Gdy kończyłem, jedną ręką przecierałem śpiochy, drugą zaś poszukiwałem biletu miesięcznego na autobus do szkoły o 6.53 nad ranem... czy jest jednak aż tak dobrze?

  FABUŁA

Akcja gry ma miejsce 60 lat po wyprawie, w której uczestniczył Bilbo. Staruszek wydaje ogromne przyjęcie z okazji 111 urodzin. W czasie przemowy zakłada pierścień znaleziony w jaskini górskiej i... znika. Wraca do swojego domku, pakuje się i wyrusza do Rivendell, wcześniej zapisując cały swój majątek na swojego ukochanego siostrzeńca Froda. W posiadanie nowego właściciela wchodzi również pierścień, którego Bilbo niechętnie się pozbywa. Tak oto stary hobbit zostaje na nowo poszukiwaczem przygód, zaś młody siostrzeniec właścicielem nielichej posiadłości. Nie zdaje sobie jednak sprawy, jakie brzemię na nim spoczywa, gdyż pierścień ma wielką moc. Uświadamia go o tym Gandalf, za którego namową (tak jak przed laty Bilbo) wyrusza w podróż do Rivendell gdzie ma zapaść ostateczna decyzja o losie pierścienia. W podróży towarzyszą mu oficjalnie trzej kompani/współplemieńcy i nieoficjalnie - dziewięciu niebezpiecznych Upiorów Pierścienia...

  GRAFIKA/MUZYKA/GRYWALNOŚĆ

Pierwsze wrażenie zawsze robi grafika: i właśnie ten aspekt rzuca na kolana i doprowadza nasz żołądek do podrażnienia jelita cienkiego. Engine, na którym zrobiono tę grę znaleziono pewnie w grobowcu Bolesława Chrobrego. Jeżeli nie przerazi was ani widok norek hobbickich wyglądających jak pohitlerowskie bunkry, ani kominów z nich wystających, to nie myślcie, że jesteście mocni – poczekajcie na sterowanie postacią. Frodo potrafi zrobić 360 stopni wokół własnej osi jak się pomyli, więc nie zdziwcie się, gdy zamiast uciekać od wroga, wpadniecie wprost w jego ręce. A postacie z którymi rozmawiamy odróżniamy głównie po nazwiskach (płeć po imionach ) bo to, co się pokazuje w dolnym okienku przypomina raczej krowie placki. (poczekajcie na Rivendell i „piękną” Arwenę graną w filmie przez Liv Tayler ). Może troszkę przeginam, ale po „The Hobbit” nie spodziewałem się, iż zobaczę takie dno. To poniżej godności GBA. Naprawdę. „Drużyna Pierścienia” to czysty action/rpg. System przechodzenia z lokacji do lokacji jest podobny do tego znanego z „The Hobbit” a walka zaś przypomina tą z rasowych RPG, jak chociażby Final Fantasy. I to jest duży plus, bo chociaż dobrych gier fabularnych nie brakuje na małej konsolce (np. słynny Golden Sun) to jednak w świecie Tolkiena jest to rodzynek. Jeżeli chodzi o grywalność i podobieństwa do literackiego pierwowzoru to sprawa też ma się (o dziwo) dość dobrze. I chyba to jest największy plus tej gry: rozmowy z napotkanymi postaciami, sklepy i poboczne misje – tego nie ma w innych konwersjach ( jak np. w „Władcy Pierścieni: Drużynie Pierścienia” na PC, który był królem gniotów ), a wszystko to zachowane w klimacie książki. No i kierowanie dziewięcioma postaciami, co daje dużo frajdy podczas walk. Udźwiękowienie jest raczej przeciętne. Motyw przewodni szybko się nudzi, a pozbyć się go nie ma jak, gdyż często w następnych misjach do nas wraca. Dźwięki klawiszy kłują nas w bębenki i już po 10 minutach wyłączamy głośniki. Szkoda, bo czar filmowych adaptacji nie był by taki magiczny, gdyby nie muzyka.

  PODSUMOWANIE

Pomijając wszystkie wady można na chwilę się zapomnieć grając w tą pozycję. Krytyka, jaką wykazałem powyżej może jest troszkę przesadzona, ale nie można ścierpieć marnotrawienia takiego potencjału. Jak pisałem na początku gra przykuła moją uwagę na dłużej, jest to jednak wina w miarę poprawnie poprowadzonej fabuły i systemu walk. Kończąc mogę z czystym sumieniem odradzić ten tytuł wielbicielom GBA: nie dlatego iż jest tak źle, ale dlatego że jest całe zatrzęsienie o wiele lepszych tytułów na Advance i szkoda marnować waszego cennego czasu. Zaś fani Tolkiena i tak mnie nie posłuchają i czym prędzej odpalą gierkę... może to i dobrze?
Vivendi Universal Games
Sierra Entertainment
GRAFIKA 5
DŹWIĘK 4
GRYWALNOŚĆ 6
OGÓŁEM 5+ (jak fanów Tolkiena to ocena 7)


  TE MAŁE OKIENKA NIE SĄ, WBREW POZOROM, OTWORAMI NA ARMATY


  “LOTR: THE TWO TOWERS”

Ta produkcja nie ujrzała światła dziennego na pecety, więc mogłem tylko czytać o wspaniałej produkcji na PS2 – cudna grafika i przerywniki wycięte prosto z produkcji Jacksona... czysty miód. Aż tu pewnego pięknego dnia dochodzą mnie słuchy o produkcji na GBA dorównującej swojemu psx’owemu bratu. Czy to możliwe?

  FABUŁA

Po rozpadzie drużyny pierścienia każdy wyruszył w swoją stronę: Frodo z Samem do Góry Przeznaczenia, aby ostatecznie zniszczyć pierścień: Gandalf Szary spada z Balrogiem w otchłanie Morii, aby uznany za zmarłego powrócić w glorii i chwale jako Gandalf Biały: Boromir ginie z rąk Uruk-hai, zaś Aragorn, Gimli i Legolas ruszają w pogoń za uprowadzonym Pippinem i Merrym. Tak wygląda pierwowzór, zaś gra jest troszkę bardziej rozbudowana: rozgrywka zaczyna się jeszcze przed wejściem do Morii, gdy drużyna jest jeszcze w komplecie. Twórcy podjęli taką decyzję zapewne ze względu na grywalność: nikt się w końcu nie obrazi, jeżeli rozrywka będzie troszkę dłuższa. I bardzo dobrze.

  GRAFIKA/MUZYKA/GRYWALNOŚĆ

Grafika jest tym w tej grze, czym natchnienie dla poetów. Animacje są doskonałe, zaś rysunkowe postacie i otoczenie oddają niesamowity klimat. Diabeł tkwi w szczegółach, a te są tu perfekcyjne (jak na możliwości małej konsolki). Mamy wszystko to, co jest nam potrzebne do szczęścia: warunki pogodowe (no, może ten deszcz mógłby padać na ziemię a nie poza wyświetlacz), Morię z dziesiątkami komnat, bajeczny Las Elfów z Galadrielą na czele i olbrzymi Helmowy Jar. To naprawdę majstersztyk – i chociaż widzieliśmy już bardziej staranne tytuły, to jednak w tej grze cały czas się coś dzieje, więc brak monotonni w otoczeniu jest czymś wielkim. To samo tyczy się postaci bohaterów jak i wrogów: bez problemu rozpoznajemy w nich aktorów filmowych. Sama rozgrywka to raczej nie czysty RPG, ale pecetowy hack’n’nash, wzorowany na Diablo: zarówno interfejs (czerwona kula od życia i niebieska od magii) jak i drzewo umiejętności: i bardzo dobrze, gdyż powielanie gier na jednej platformie to pestka (nieudanych klonów Diablo jest dziesiątki), ale zrobić coś równie dobrego na sprzęcie o gorszych możliwościach to już coś. Do wyboru mamy pięć postaci: Aragorna, Legolasa, Gandalfa, Froda i Eowinę. Dla każdego z nich przewidziano inny scenariusz, oprócz Aragorna i Legolasa, gdyż ich cel jest taki sam. Nie jest to jednak powtórzenie, gdyż Legolas jest łucznikiem, więc rozgrywka wygląda całkiem inaczej. Taka możliwość wyboru to naprawdę świetna rzecz: ci, którzy lubią torować sobie drogę mieczem wybiorą Aragorna, zwolennicy magii Gandalfa, zaś mistrzowie skradania się – Froda, itd. Każdy gracz, który ulegnie czarowi „Dwóch Wież” znajdzie rozrywkę na długie godziny: Na jedną postać trzeba poświęcić nawet kilka/kilkanaście godzin! Broni i rodzajów przeciwników mamy pod dostatkiem, a podczas rozgrywki znajdujemy kuźnie, w których można coś kupić/sprzedać, a także posągi, przy których za zebrane kosztowności podwyższymy nasze cechy bądź ulepszymy atrybuty drzewka rozwoju: na nie trzeba osobną książkę – każda postać ma indywidualne umiejętności bierne i aktywne. Naprawdę duży wybór. Muzyka, którą słyszymy w grze znamy już z filmu – i dobrze – skoro pożyczono twarze bohaterów oraz architekturę, to czemu nie miało by być miejsca na symfonię? Tu troszkę przesadzam, bo GBA nie ma aż takich możliwości, ale motyw przewodni i inne melodie brzmią naprawdę świetnie (jakość emulacji nie jest już taka wspaniała, ale jeżeli ktoś z was ma konsolkę to nie ma się czego obawiać). Trzeba jeszcze wspomnieć o filmach: to, co zobaczycie rozpoczynając grę i kończąc poraża zmysły nawet największego zapaleńca małego Nintendo: co prawda wstawki są krótkie, ale zawsze to lepsze od napisów końcowych, nie? (które i tak się pojawiają). W czasie gry zaś w ważniejszych momentach przygody pojawiają się zdjęcia z filmu. Też fajnie :).
  PODSUMOWANIE

Jedynym minusem, jakiego się doszukałem to fakt, iż nigdy nie widzimy drużyny w komplecie (inne postacie pojawiają się jednak w ważnych momentach, np. konający Boromir). Ale i tak LOTR: Dwie Wieże jest naprawdę godnym polecenia tytułem nie zarówno dla fanów, jak i dla wielbicieli naprawdę dobrych gier. Tej gry nie można pominąć. Na co czekacie? Odpalać emulator i wara do Mordoru! No, już was nie ma!
New Line Productions
Electronic Arts Games
GRAFIKA 9
DŹWIĘK 8+
GRYWALNOŚĆ 9
OGÓŁEM 9


MIKOŁAJ MIAŁ CIĘŻKĄ ODPRAWĘ CELNĄ NA POLSKIEJ GRANICY - BIUROKRACJA...”


  KODY:

Tryb multiplayer, level Misty Mountains – Ukończ grę ze wszystkimi ośmioma artefaktami. Tryb multiplayer Gimli – Ukończ grę dwoma postaciami na jakimkolwiek poziomie trudności. Ukryty film końcowy – Ukończ grę wszystkimi postaciami, aby zobaczyć filmik z wiewiórkami i jaskiniowym trollem. Podwajanie przedmiotów – W trybie multiplayer, jeden gracz oddaje przedmiot drugiemu. Potem pierwszy gracz wychodzi z gry bez zapisywania. Kiedy na ekranie pojawi się wiadomość, że GameBoy Advance stracił połączenie, niech gracz drugi zapisze grę i wyjdzie z niej. Gracz pierwszy wciąż będzie miał oddane przedmioty, a drugi zachowa to, co dostał.

  “LOTR: THE RETURN OF THE KING”

Kolejny tytuł ze stajni E.A. Wydany przy akompaniamencie filmu o tym samym tytule, napędzany sukcesem poprzedniej części gry. Czy jednak aby na pewno można powtórzyć sukces starszego o rok brata? Czy twórcy przyłożyli się, czy poszli po najmniejszej linii oporu?

  FABUŁA

Po obronie Helmowego Jaru Aragorn wraz z kompanami jedzie do Isengardu, aby ostatecznie uregulować sprawy z Sarumanem, poczym rusza Ścieżką Umarłych do Gondoru. Frodo i Sam dalej wędrują do Góry Przeznaczenia, aby ostatecznie pozbyć się małej obrączki (ktoś by mógł pomyśleć, że Frodo po prostu żenić się nie chce J). Gandalf pędzi z Rohanu do Minas Thirith aby ostrzec namiestnika o nadciągającym niebezpieczeństwie. Po ostatecznej bitwie pod murami twierdzy ludzi nowy król – Aragorn – postanawia szybko zebrać pozostałe przy życiu wojska i wyrusza przed bramę Mordoru, aby odciągnąć uwagę Saurona od Froda. Na szyi tego zmęczonego niesionym brzemieniem niziołka spoczywa los wszystkich wolnych ludów Śródziemia...

  GRAFIKA/MUZYKA/GRYWALNOŚĆ

Twórcy idąc za ciosem (i zarobioną furą kasy) postanowili zrobić bliźniaczą do swej poprzedniczki grę. Nie obyło się jednak bez retuszu: Grafika całości uległa lekkiej zmianie, oddalając się od rysunkowego klimatu. Pomimo iż dalej stoi na bardzo wysokim poziomie (dodano wiele szczegółów, np. odbicie jednostek w tafli jeziora) nie jestem pewien czy taka zmiana jest dobra. Obraz stał się jakby trochę nieczytelny: widać ograniczenia konsoli w kwestii maks. rozdzielczości, co przy poprzednim enginie graficznym nie miało takiego znaczenia. Dobór palety kolorów w niektórych lokacjach jest troszkę nieodpowiedni – w jednym miejscu złoty las (zapewne za sprawą jesiennej pory) przypomina inną planetę. Animacje są dalej świetne, a historia opowiadana jest za pomocą większej ilości zdjęć filmowych. Nasi bohaterowie dostali nie tylko nowsze wizerunki, ale i zupełnie nowe umiejętności. Możemy grać już sześcioma postaciami (dodano Gimliego). Nowy tytuł, nowe pomysły: tak to się ma i w tym przypadku: konary drzew służące za skrzynię na zbędne przedmioty czy runy dzięki którym podwyższamy cechy naszych broni/zbroi ujrzały światło dzienne już w Diablo II. Jednak dzięki tym drobnym zmianom gra staje się o wiele atrakcyjniejsza. Do wyboru mamy o wiele więcej przedmiotów i broni. Dla przykładu Aragorn nie musi już walczyć samymi mieczami, lecz np. buławą. Zmiana nierewolucyjna, a przedłuża żywotność gry o co najmniej parę wieczorów. Trzeba też wspomnieć o ognistym oku w prawym górnym rogu ekranu: pokazuje nam jak dużo wie nieprzyjaciel o naszym położeniu. Jeżeli przegniemy, zaatakują nas Upiory Pierścienia, a to już praktycznie koniec gry . (oko było zastosowane również w poprzedniej części) Muzyka jak zwykle jest świetna: wypada nawet lepiej jak w poprzedniej części. Każdy utwór jest przeniesiony starannie na tony wykorzystywane przy tworzeniu dźwięków na GBA. Jest jej dużo w czasie gry, więc jeśli podobała ci się ścieżka dźwiękowa z filmu, to poczujesz się jak w domu.

  PODSUMOWANIE

Cóż mogę powiedzieć? Grafika troszeczkę do tyłu w porównaniu do „Dwóch Wież”. Zrezygnowano też z mapy informującej nas, w którym miejscu świata jesteśmy. To jednak żadne poważne wady, zaś grywalność skoczyła zdecydowanie w górę: dodatkowa postać, runy czy rozbudowane drzewko umiejętności to tak naprawdę bardzo wiele. Mam nadzieję, iż E.A. wyda jeszcze jakąś grę bazującą na literaturze Tolkiena.
New Line Productions
Electronic Arts Games
GRAFIKA 8
DŹWIĘK 9
GRYWALNOŚĆ 10
OGÓŁEM 9

  KODY:

Level Fanghorn – Ukończ grę wszystkimi postaciami. Level Helm’s Deep – Ukończ grę jakąkolwiek postacią. Level Moria - Ukończ grę jakąkolwiek postacią. Level Weathertop – Ukończ grę mając zebrane wszystkie artefakty. Graj jako Smeagol – Ukończ grę co najmniej dwoma postaciami, żeby odblokować Smeagola w levelach Helm’s Deep i Moria. Można go również wybierać w trybie multi-player. Powielanie przedmiotów – W trybie multiplayer, niech jeden z graczy odda przedmiot drugiemu. Potem ten, który otrzymał przedmiot musi zapisać grę (darczyńca tego nie robi). Następnie obaj opuszczają grę. Jeżeli zostanie to zrobione poprawnie, to po ponownym uruchomieniu gry obaj gracze powinni mieć wybrane przedmioty.


  SZANUJĘ KRASNOLUDY – ALE ŻEBY TAK MIESZAĆ POMIDOROWĄ MIECZEM?!?


  “LOTR: THE THIRD AGE”

Każda z wcześniejszych produkcji czymś się od siebie różniła – albo grafiką, interfejsem, czy nawet gatunkiem – bez wyjątku jednak zabawa prowadziła do jak najszybszego klikania w celu wyeliminowania wroga. Jedynie „Drużyna Pierścienia” miała w sobie coś z gatunku rasowych RPG, ale system walki nie pozwalał tak do końca kontrolować postaci (które i tak nie posiadały przyzwoicie rozbudowanych umiejętności i cech), więc rozgrywka sprowadzała się do kolejnej zmiany bohaterów i klikania na przeciwników. Panowie i panie – nadchodzi wielka zmiana!

  FABUŁA

Akcja ma miejsce w tytułowej „Trzeciej Erze”, czyli tej opisywanej przez Tolkiena w „WP”. Uczestniczymy w mniej i bardziej ważnych potyczkach i grając pozytywnymi bohaterami pilnujemy, aby przebieg walk utożsamiał się z literackim pierwowzorem. Grając zaś ciemną stroną możemy doprowadzić do klęski ludzi (tej opcji wersja z książki/filmu nie przewidziała). Fani doszukają się wielu nieścisłości, np. atak Upiorów w Bree przebiegał spokojnie, tu zaś mamy regularne ataki chłopów na przeciwnika. Zdarza się też, że bohater, który walczy u naszego boku powinien być w tej chwili setki mil dalej. Można na to jednak spojrzeć z przymrużeniem oka – w czasie zabawy nie ma to już większego znaczenia.

  GRAFIKA/MUZYKA/GRYWALNOŚĆ

Grafika stoi na wysokim poziomie – postacie są dobrze animowane, a sekwencje walki ukazywane w osobnym oknie są dynamiczne. Postarano się w kwestii plansz na których walczymy – bez problemu rozpoznajemy znane nam z filmu miejsca. To samo tyczy się portretów jednostek – zdjęcia sformatowano idealnie i nawet w małych ramkach ukazywanych w czasie walki rozpoznajemy filmowych aktorów. E.A. zamiast wydawać kolejną grę z gatunku akcji/RPG, postanowiło zrobić nam niespodziankę, gdyż „Trzecia Era” to gra całkowicie strategiczno/taktyczna. System walki przypomina bardzo ten z serii „Heroes of Might and Magic” (zwłaszcza część czwartą, łącznie z widokiem na pole bitwy i grafiką). Dużym minusem gry może być fakt, iż gra polega tylko i wyłącznie na prowadzeniu bitw – nie bawimy się w rozbudowę miasta, zbieranie surowców czy produkcję jednostek. Nie martwmy się jednak o żywotność gry – niektóre bitwy potrafią nas męczyć przez długi czas. Na początku gry dokonujemy wyboru pomiędzy stroną dobrą i złą – po jednej jak i drugiej mamy trzech bohaterów dowodzących. Przechodzimy treningowe misje bez problemu – są dziecinnie łatwe. Z takim nastawieniem zaczynamy pierwsze prawdziwe walki z podziałem ekranu na flanki i... dostajemy szoku – to już nie jest gra dla dzieci, ale dla prawdziwych strategów. Poprzeczka poziomu trudności postawiona jest na tyle wysoko, aby gracz miał problem za pierwszym podejściem, a jednocześnie chciał więcej... jak to jest możliwe? Dzięki grywalności, która sprawia, że ręce zaczynają nam drżeć na samą myśl o kolejnej misji. Dużą rolę odgrywają tutaj cele misji i nasze położenie – wróg jest zawsze od nas silniejszy, co zauważamy na początku i odczuwamy w pierwszym starciu. W misjach, w których celem jest eksterminacja czasami wystarczy dopaść tylko bohatera żeby wygrać (albo na odwrót). Jednostki mają swoje wady i zalety, potrafią uciekać w szoku czy dostawać premię do ataku: bohaterowie główni mogą mieć w swoich armiach dowódców pobocznych, których sami wybieramy do konkretnej misji, zaś zebrane doświadczenie przekłada się na koniec misji, gdy to wybieramy sobie umiejętności/uzbrojenie i pomocnicze antidota/prowiant – to jedne z wielu plusów tej produkcji i uwierzcie mi – niejedna strategia na komputer może się przy niej schować. Muzyka jest jak zwykle wybitna – inne utwory przygrywają grając po stronie Aragorna, inne zaś gdy walczymy w imieniu Saurona. Do dźwięków mógłbym się już przyczepić – odgłosy orków przypominają czasami psi jazgot. Ogólnie jednak nie mam zastrzeżeń.

  PODSUMOWANIE

New Line/E.A. udowodnili, że na GBA można robić gry, przy których sformułowanie „zaryć nockę” nabiera rumieńców i to cieszy. To zdecydowanie najbardziej oryginalna pozycja z wszystkich pięciu wymienionych – aż człowiek boi się myśleć co dalej… może tetris z pierścieniem jako piłeczką?
New Line Productions
Electronic Arts Games
GRAFIKA 9
MUZYKA 8
GRYWALNOŚĆ 9
OGÓŁEM 9

  KODY:

Tryb multiplayer, level Misty Mountains – Ukończ grę ze wszystkimi ośmioma artefaktami. Tryb multiplayer Gimli – Ukończ grę dwoma postaciami na jakimkolwiek poziomie trudności. Ukryty film końcowy – Ukończ grę wszystkimi postaciami, aby zobaczyć filmik z wiewiórkami i jaskiniowym trollem. Podwajanie przedmiotów – W trybie multiplayer, jeden gracz oddaje przedmiot drugiemu. Potem pierwszy gracz wychodzi z gry bez zapisywania. Kiedy na ekranie pojawi się wiadomość, że GameBoy Advance stracił połączenie, niech gracz drugi zapisze grę i wyjdzie z niej. Gracz pierwszy wciąż będzie miał oddane przedmioty, a drugi zachowa to, co dostał.

  TO JUŻ KONIEC

Jak widać seria „LOTR” na GBA jest nieźle urozmaicona, każdy więc znajdzie coś dla siebie. Produkcje Vivendi są zdecydowanie słabsze od tych ze stajni E.A., ale i tak zasługują na miano średnich. Dla fanów Tolkiena są to długie godziny wyśmienitej zabawy – zaś „Trzecia Era”, jak już wspominałem w recenzji – powinna zainteresować nawet komputerowych strategów. To by było na tyle w tym miesiącu – w następnym zaś gier na GBA możecie się spodziewać już tylko w dziale „Kieszonkowiec” – tam jest ich prawowite miejsce, a dzieje się tak również dzięki uprzejmości Voo.
EMU FARMA - Dosbox
SS-NG #28 LUTY 2005