KIESZONKOWIEC - RECENZJA
SS-NG #29 MARZEC 2005






Krzysztof "Voo" Wszołek
Edward "Maximall" Wawrzaszek
    W tym numerze recenzje Kieszonkowca wspiera Maximall, pisząc o grze, która co prawda ma już na karku kilka miesięcy ale magia tytułu nie pozwala przejść obok niej obojętnie. W prawej kolumnie nowość na N-Gage - solidny RPG z mutantami w rolach głównych. Za miesiąc niestety nie będzie Kieszonkowca, i za dwa miesiące też. Dlaczego - to wyjaśniam w "Grze w tysiąca”. Kącik wróci dopiero w czerwcowym SS-NG. Już bezdyskusyjnie z recenzjami gier na nowe systemy.
  METAL SLUG ADVANCE (GBA)

     METAL SLUG rozpoczął karierę na automatach pod banderą SNK w 1996 i na tych sprzętach ukazał się szereg kontynuacji. Przygody żołnierza Marco pamiętają zapewne wszyscy salonowi gracze i bez wahania można ją postawić na półce z takimi grami jak CADILLAC & DINOSAURS czy ALIENS VS PREDATOR. Chociaż każdy z tych tytułów opierał się na tej samej formule (podążanie w prawo ekranu i niszczenie wszystkiego co popadnie) to jednak METAL SLUG je przewyższał. Jak? Bardzo prosto - tu było wszystkiego więcej, szybciej i lepiej. Nowa broń wpadała w ręce co 10 sekund, a ściągnięcie palca z przycisku "fire" oznaczało prawie natychmiastową śmierć z rąk całego mrowia przeciwników. Pytacie o animacje? Czysta perfekcja - przeciwnicy ginęli równie płynnie, jak się poruszali, a rodzajów ich było wystarczająco, by stworzyć odpowiednią księgę. Jedynym chyba minusem była żywotność gry - średnio pięć misji, a jednej nie poświęcaliśmy więcej niż 5-10 minut (no, chyba że brakło złotówek na żetony). Pojawia się więc pytanie: Czy jest możliwość pojawienia się równie dobrej konwersji?


  


Grę rozpoczynamy od wyboru postaci, z których żadna nie pojawiła się w poprzednich wersjach. Przechodzimy do zakładki "mission" i ruszamy do boju. Z pierwszych wersji zostały najważniejsze cechy rozgrywki - poruszamy się w prawo ekranu, broń zdobywamy uwalniając jeńców, a czasami przesiadamy się do jakiegoś pojazdu, (np. czołgu czy samolotu) co bardzo uatrakcyjnia zabawę. Lokacje na których przyjdzie nam walczyć są bardzo urozmaicone - od prostej dżungli po rozbudowaną w liczne korytarze i platformy jaskinie. Na końcu każdej misji czeka na nas boss, przy którym roboty mamy czasami więcej, niż przy przejściu całego poziomu. Nasza żywotność zdecydowanie wzrosła - wcześniej ginęliśmy po jednym strzale, teraz mamy pasek energii, jednak niewielkie to pocieszenie - wrogów jest zatrzęsienie, życie jedno i nie pomaga nawet znajdowany prowiant. Grafika potrafi powalić: na ekraniku naszego Advance'a dawno nie gościło tyle różnorodnych animacji i chociaż brakuje im troszkę do tych z automatów, to i tak większość platformówek może się schować. I tu dochodzimy do najważniejszego, mianowicie długości zabawy. Przykro to słyszeć, ale i ten element został powielony - sześć misji daje nam jakieś trzy godziny gry, bardziej rozsądnej pięć, co jest wręcz przestępstwem. Można grać oczywiście od nowa drugą postacią, jednak nijak nie urozmaica to zabawy. Boli też poziom trudności - bossowie to olbrzymiej wielkości roboty, na których musimy pastwić się dobry kwadrans. Zamiast umilić rozgrywkę, takie postępowanie rujnuje zarówno klimat, jak i nasze chęci do dalszej gry. Można posłużyć się śmiało cytatem z pewnego filmu - "...poszło gładko, na filmie musiałbyś się strzelać z takim z dziesięć minut..." - tutaj zamiast filmu jest gra, a życie i tak jest brutalne


  


Muzyka nie nudzi, zaś dźwięki przypominają nam czasy z salonów gier. Grę próbuje przedłużyć element kolekcjonerski - w menu możemy pooglądać zbierane przez nas karty, niekiedy są one odbiciem naszych poczynań (np. karta przypominająca o przejściu jakiegoś poziomu). Jest ich 100, niektóre zaś możemy aktywować i użyć w czasie misji, chociażby jako umocnienie pancerza czołgu. Nie przedłuża to jednak w dużym stopniu rozgrywki i dochodzimy do wniosku, iż pomysł ten został zrobiony na siłę. Podsumowując: METAL SLUG jest jedną z najlepszych platformówek na GBA - miód, grafika i muzyka tworzą kompozycję, zdawałoby się, nie do przebicia. Jednak całość psuje trochę długość zabawy, która nie przekracza jednego, może dwóch dni. To za mało - programiści mieli dużo czasu na konwersję i chyba zapomnieli, iż minęły złote czasy żetonów "po złotówkę". Teraz gracz stojąc przed wyborem, sprawdza jakość w parze z żywotnością, aby mieć pewność iż wydanie stu kilkudziesięciu złotych nie pójdzie na marne. Warto jednak poczekać, choć prędzej można się teraz spodziewać kontynuacji na NDS niż na GBA. Szkoda. (Maximall)


  


OCENA 8/10
  X-MEN LEGENDS (N-GAGE)

Kilka miesięcy po platformach stacjonarnych swoją wersją erpega rozgrywającego się w universum Marvela otrzymała konsolka Nokii. Fabuła koncentruje się wokół losów młodej dziewczyny - Alison. W dramatycznych okolicznościach odkrywa swoje nadzwyczajne moce, czym wzbudza zainteresowanie ze strony "złych" mutantów. Na szczęście z pomocą przychodzi niezawodna ekipa profesora Xaviera. Dziewczyna trafia do jego szkoły dla "zwyczajnych inaczej", gdzie musi nauczyć się panować nad swoimi umiejętnościami tak, aby zostać pełnoprawnym członkiem X-Men. W tym czasie Brotherhood of Mutants uwalnia z więzienia Magneto i przystępuje do ofensywy...


  


Każdą z misji rozpoczyna odprawa prowadzona przez prof. Xaviera. Gdy już dowiemy się jakie stoi przed nami zadanie wówczas spośród dostępnych postaci wybieramy czwórkę, która wyruszy do walki. Pula bohaterów zwiększa się wraz z postępem gry. Wybraną postacią kieruje gracz, pozostałymi zaś konsola. Oczywiście w każdej chwili możemy przełączać się pomiędzy członkami drużyny. Zadania nie są specjalnie skomplikowane. Zazwyczaj trzeba kogoś uwolnić, lub kogoś pokonać przedzierając się wcześniej przez labirynt korytarzy. Akcja dzieje się w tajnych laboratoriach, w wojskowych bazach, na olbrzymim okręcie a nawet w rosyjskiej elektrowni atomowej. Każda misja to od kilkunastu do kilkudziesięciu minut biegania, walczenia oraz penetrowania wszelkich schowków, szafek i biurek w poszukiwaniu porcji życia i energii.


  


Bohaterowie zdefiniowani są przez kilka cech - szybkość, siłę, inteligencję oraz kondycję. Pokonani wrogowie i wykonane zadania gratyfikowane są punktami doświadczenia. Po zdobyciu określonej ich ilości bohaterowie awansują na kolejny poziom i otrzymują dwa punkty, które mogą przydzielić wybranym cechom. Na podobnej zasadzie wzmacnia się siłę ataków specjalnych. Czwórka zdobywa punkty dla wszystkich X-Men, dlatego nie ma takiego problemu, że po pewnym czasie unikamy którejś z postaci bo wcześniej nie wybieraliśmy jej do drużyny i zaniedbaliśmy jej rozwój. Bardzo dobrze sprawdza się koliste podręczne menu, po którym poruszamy się za pomocą przycisku kierunkowego. W ten sposób wybieramy postać, atak specjalny którego ma używać, aplikujemy jej mikstury regenerujące itd. W każdym momencie gry możemy podejrzeć mapę obszaru na którym się znajdujemy oraz listę zadań pozostających do wykonania.


  


Przyjemność z gry psuje nieco chaos jaki pojawia się podczas walk. Taktyka ogranicza się do określenia szyku, który i tak szybko idzie w rozsypkę gdy dochodzi do potyczki. Trudno wówczas kontrolować co robią mutanci kierowani przez konsolę. Chociaż walczą nieźle i korzystają z ataków specjalnych gdy tylko mogą, to nie potrafią np. sami się leczyć. W efekcie starcia to ciągłe przełączanie pomiędzy postaciami i używanie mikstur regenerujących lub cucących po nokaucie. Tak jest - nokaucie. W tej grze nikt z "dobrych" nie ginie. Oczywiście gdy powalona zostanie cała czwórka wówczas oglądamy napis "Game Over”. Na szczęście grę można zapisać w każdej chwili, co jest dla mnie dużym plusem. O to w końcu chodzi w przypadku tytułu na handhelda - móc pograć np. 20 minut i przerwać grę w każdej chwili. Oprawa audiowizualna stoi na wysokim poziomie. Screeny nie oddają żywej kolorystyki i pełnego szczegółów otoczenia. Zdarzają się sporadyczne "szarpnięcia" gdy na ekranie przebywa dużo postaci ale nie wpływa to negatywnie na rozgrywkę. Duże wrażenie robią też krótkie przerywniki filmowe pomiędzy misjami. Muzyka rozbrzmiewa sporadycznie i ma typowo filmowy charakter. Dobrze dobrano aktorów podkładających głosy. W postać prof. Xaviera wcielił się sam Patrick Stewart, odtwórca roli przywódcy X-Men w filmach fabularnych.

X-MEN LEGENDS to jeden z lepszych tytułów jakie ukazały się do tej pory na N-Gage. Dobrze bawić się przy nim będą nie tylko fani komiksów Marvela ale i każdy miłośnik action RPG. Zawsze to jakaś odmiana od światów fantasy, w jakich zazwyczaj rozgrywa się fabuła tego typu gier. Pomimo kilku niedoróbek - warto! (Voo)

OCENA: 8/10
KIESZONKOWIEC - RECENZJA
SS-NG #29 MARZEC 2005