RECENZJA [PC] - The Settlers Heritage of Kings
SS-NG #29 MARZEC 2005






Robert "Rosic" Korczak
PRODUCENT: Blue Byte Software  WYDAWCA: Ubi Soft  GATUNEK: strategiczne / ekonomiczna  WWW CENA:   99.90 PLATFORMY:   PC
    Settlers 5, a właściwie Settlers Hertiage of Kings (Dziedzictwo Królów), jest najnowszą częścią bardzo znanej serii gier ekonomiczno strategicznych. Jeżeli w poprzednim numerze czytaliście moją zapowiedź tego tytułu, wiecie mniej więcej, czego się spodziewać. Co prawda nie za bardzo pamiętam, co w zapowiedzi spłodziłem :), ale jedno jest pewne: Settlers zmieniły całkowicie swe oblicze. Czy na lepsze?
  Lepsze? Gorsze? INNE!

Już od pierwszej minuty kontaktu z „piątką” ma się wrażenie, że autorzy zrobili wszystko, aby stała się ona przystępna dla każdego gracza. W ten sposób całkowicie zmieniono stary wizerunek serii. Właściwie Dziedzictwo Królów ma z 4 wspólny tylko tytuł, reszta mocno się zmieniła. Wielu z Was stwierdzi, że najważniejszą zmianą jest grafika. Owszem, ładne 3D to zupełna nowość w dwuwymiarowych dotąd Osadnikach, jednak to nie wygląd jest tutaj najważniejszy. Największa zmiana zaszła bowiem w mechanizmie rozgrywki, ekonomii i zasadach. Teraz utrzymanie rentownego królestwa to bułka z masłem! Wszystko jest jasne i proste. Można by powiedzieć – zdobywanie surowców zostało okrojone do granic możliwości. Do gry wprowadzono także znany z innych gier system wymyślania nowych technologii, a także najnormalniejsze szkolenie różnych postaci w danych budowlach. W nowych Settlersach bardzo ważną rolę, właściwie w każdej misji, odgrywa wojsko i bitwy. Jednym słowem – z bardzo rozbudowanej i ciężkiej do opanowania strategii ekonomicznej, powstał na pierwszy rzut oka najzwyczajniejszy RTS i to jest właśnie największa różnica.

  Och Dario!

Według zapowiedzi twórców gra miała cechować się bardzo ciekawą i wciągającą fabułą. Miała być ona jedną z najważniejszych elementów gry. Jak to się ma w praktyce? Całkiem nieźle. Oczywiście to, co mówili producenci jest przesadzone, jednak prawdą jest, że fabuły jest wszędzie pełno. Każda z kilkunastu misji zaczyna się czymś w rodzaju filmiku. Scenka taka jest zrobiona na silniku gry, więc widzimy bohaterów i miejsca, z którymi się w trakcie trwania misji zetkniemy. W zasadzie fabuła opiera się na tonach dialogu. Każdy filmik prezentuje albo jakiś dialog, który wprowadza nas coraz głębiej w zdarzenia, albo jakaś scenę, która opatrzona jest głosem narratora. Po każdym takim przerywniku mamy jasno sprecyzowane cele, które należy wykonać. W trakcie misji napotkamy wiele postaci, mniej lub bardziej ważnych, którzy z chęcią nam po marudzą opowiadając, co się zdarzyło, lub co należy zrobić. Czasem informacje przekazane nam przez jakiegoś starego dziadka pomogą nam ocalić kilku żołnierzy, ponieważ ów staruszek opowie nam gdzie znajdują się wrogie siły. NPC mogą nam także pomóc w odnalezieniu potrzebnych surowców. Gra oferuje nam także kilka cut-scenek z prawdziwego zdarzenia… choć, czy ja wiem. :) Oto bowiem ukazuje się naszym oczom film pokazujący coś w rodzaju malowideł ściennych. Kamera przesuwa się pokazując, co następuje, a lektor skrzętnie opowiada o tym co widać. Niby nie jest to złe, ale ostatnio często w grach coś takiego występuje. W tym przypadku wolałbym tradycyjny film. Cut-scenki, cut-scenkami, dialogi, dialogami, ale czy fabuła jest ciekawa? Jest! Opowiada ona o losach głównego bohatera Daria, a także o grupie jego kompanów. Walczą oni z siłami zła o pokój, godzą zwaśnione grody i przemierzają krainy. W fabule spotkamy wiele ciekawych wątków np. Leonarda i jego machinę do zmiany pogody. Nie będę opowiadał nic więcej. Sami sprawdźcie jak potoczą się losy Daria.

  Wklepując bandytom


  O wojnę! eghm… O pokój!

Kampania w grze składa się z kilkunastu misji, które są ze sobą fabularnie połączone. W każdej chwili możemy odegrać jeszcze raz już zaliczony bój. Tryb kampanii ma jednak lekkie niedoróbki. Jednostki, które mieliśmy w poprzedniej misji przepadają całkowicie. Zostają tylko bohaterowie, choć czasem i tak nie wszyscy. To jednak nic. Bez sensem jest to, że za każdym razem musimy wznosić swoją osadę od podstaw. O ile budowanie budynków w nowym miejscu jest jak najbardziej zrozumiałe, o tyle wymyślanie, co chwile tych samych technologii jest lekko nudnawe, szczególnie, gdy mamy już dostęp do wszystkich. W pierwszych misjach oczywiście nie możemy osiągnąć pełnego rozwoju technologicznego. Owy uzyskujemy gdzieś w środku trwania kampanii. Trochę za wcześnie jak na mój gust. Ogólnie jednak misje są bardzo ciekawe. Co prawda większość z nich sprowadza się do zniszczenia wrogich sił, ale cel ten jest sprytnie ukryty w stosach innych zadań. Każda misja ma kilka celów, część z nich odkrywa się dopiero po jakiejś rozmowie lub zdarzeniu. Zadana są ciekawe i jak na RTSa dość zróżnicowane. Czasem trzeba kogoś odnaleźć, innym razem zebrać i przekazać jakiejś wiosce materiały, obronić daną osadę, odbić pojmaną bohaterkę, pomóc handlarzom, pozbyć bandziorów dopływu surowców itp. Zadań jest naprawdę sporo i raczej się nie powtarzają. Oprócz kampanii możemy rozegrać pojedynki na pojedynczych mapach, zarówno w trybie single jak i multiplayer.

  Złamany stereotyp

Wszystkie poprzednie części gry ukazywały małych śmiesznych ludzików, którzy krzątali się po swoim kolorowym świecie. Zarządzanie tym światem nie było jednak proste, a gospodarka w nim panująca była trudna do opanowania. Dawni osadnicy praktycznie nie używali przemocy, a większość spraw załatwiali poprzez politykę. Heritage of Kings całkowicie zmienia nasze wyobrażenie o osadnikach. Teraz są to mężni zaprawieni w boju, jak najbardziej poważni ludzie. Nie mają już komicznego kolorowego wyglądu. Oprawa graficzna bardzo spoważniała. Zamki są zamkami, a rycerze rycerzami w ciężkich zbrojach. Ale nie mówmy teraz o grafice, przejdźmy do najważniejszej zmiany w grze – do ekonomii i zasad rozgrywki. Tak jak w każdym normalnym RTSie mamy budynek główny – twierdze. Posiadanie tej warowni to warunek gry, gdy zostanie ona zniszczona – przegrywamy. W naszym zamku werbujemy podstawowe jednostki gry – sługi. Ci poddani pracować mogą na okrągło, nie potrzebują spania, jedzenia, ale nie płacą nam podatków. Dzięki słudze możemy wznosić budowle oraz w podstawowy sposób wydobywać surowce. W grze występuje 5 rodzajów dóbr naturalnych: drewno, kamień, glina, żelazo i siarka. Oczywiście niezbędne są też talary. Owe złoża rozsiane są na planszy w małych kupkach – z takiego źródła wydobywać mogą słudzy. Oczywistym jest, że drzewa nie znajdują się w kupkach, ale dosłownie wszędzie :). Jest jeszcze jedne sposób wydobywania, a mianowicie kopalnie. W specjalnych miejscach możemy zbudować kopalnie danego materiału. Do pracy w niej potrzeba robotników, którzy sami się znajdują, zaraz po wybudowaniu budynku. W zamian za pracę i płacenia podatków robotnicy wymagają domu i jedzenia. Budujemy, więc obok każdego budynku, w którym pracują robotnicy dom mieszkalny i farmę. W ten sposób kompletnie zaspokajamy pracujących robotników, a sami obserwujemy przyrost wszelakich dóbr. Nie trudne – prawda?

  Coś mi się wioska hajcuje


  Rozwój

Na kopalniach nasza wioska się jednak nie kończy. Możemy zbudować inne budynki, których w sumie jest kilkanaście. Po twierdzy najważniejsze jest centrum miasta. Określa ono ilu osadników możemy mieć. Centrum niestety trzeba przejąć (odbudowujemy opustoszone zgliszcza), nie można postawić całkiem nowego budynku tego typu. Tym sposobem autorzy sprytnie wprowadzili ograniczanie w rozroście armii. Średnio na planszy mamy do zajęcia 2 lub 3 centra, co daje możliwość zwerbowanie do 400 ludzi. Gdy mamy centrum, budujemy uniwersytet, w którym rozwijane będą najważniejsze technologie. To tam opracowywane są wynalazki, dzięki którym będziemy w stanie zbudować budynki cywilne takie jak: tartak, wytwórnie cegieł, kościół, targ, chemika, czy w końcu maszynę do zmiany pogody. W uniwersytecie wymyśla się także narzędzia zagłady, ale o tym nieco później. Dzięki coraz to nowszym technologiom praktycznie każdy budynek można ulepszyć odblokowując przy tym dalsze ulepszenia. W sumie do wynalezienia jest około 30 technologii. Właściwie nie jest to zbyt wiele.

  Ekonomia

Najważniejsze dla gracza jest dobre zaopatrzenie w surowce. Jeżeli wszystkie mamy pod ręką to nie ma problemu, nasza osada będzie działać prężnie. Gdy jednak braknie któregokolwiek, to musimy zadbać o jego dostarczenie w inny sposób. Pomocą tutaj jest targ, dzięki któremu wymienimy lub po prostu kupimy surowce. Autorzy wprowadzi też możliwość zmieniania wysokości podatków. Opcja ta jest jednak zupełnie nie przydatna. Na średnim poziomie wszyscy są zadowoleni na 100%, a do skarbca wpływa spora ilość talarów. Gdy podatki podwyższymy ludzie zaczną narzekać i odchodzić z wioski. Obniżenie natomiast nie wniesie praktycznie żadnych korzyści. W grze jest także możliwość przymuszenia ludzi do pracy na okrągło. Wtedy nie chodzą oni do domów, ani nie jedzą. Wydobycie idzie szybciej, ale jest to rozwiązanie na krótką metę, ponieważ osadnicy cierpliwości zbyt dużej nie mają i szybko naszą cudowną wioskę opuszczą. Podczas eksploracji planszy można natknąć się na skrzynie, często obfitujące w spore skarby.

  Wojsko

W tej odsłonie serii wojsko stanowi klucz do zwycięstwa. Właściwie nie ma misji, którą dałoby się przejść bez walki. Dlatego autorzy zaserwowali nam kilka typów jednostek. Mamy tutaj zwykłych rycerzy, pikinierów, łuczników, łuczników na koniach, oraz ciężką konnicę. W walce pomagają nam też działa, zarówno przeciw piechotne jak i oblężnicze. Swoją drogą działa są chyba zdalnie sterowane, ponieważ nie potrzebują obsługi, a przemieszczają się bez pomocy koni, czy piechoty. Wyglądają one dość komicznie i szczerze mówiąc, nie lubiłem ich stosować. Normalne oddziały są na szczęście takie jak powinny - ładnie oddane, łatwe do rozpoznania i dobrze spełniające swoją rolę. Każdy oddział ma swojego dowódcę i on jest tak jakby paskiem życia grupy. Dopiero po wybiciu zwykłych żołnierzy atakowany jest dowódca, którego polegniecie oznacza koniec istnienia danego oddziału. Dowódca pobiera miesięczny żołd, dlatego utrzymanie sporej armii dużo kosztuje nasz budżet. Walka nie jest w Settlersach 5 niczym nadzwyczajnym. Hurra do przodu, byleby jak najszybciej ubić wroga. Wiadomo, że najpierw lepiej zniszczyć wieże z działami i działa samobieżne, ponieważ one wyrządzają masakryczne straty, a dopiero później zająć się jednostkami wroga. Na tym właściwie strategia bitwy się kończy. Tak jak to miało miejsce z budynkami, także żołnierzy i ich oręż można ulepszać stwarzając ze zwykłych kmiotków z mieczem w ręku, zatwardziałych i dobrze opancerzonych rycerzy.

  Bohaterowie

Gdyby nie oni nie byłoby gry. Wokół szóstki herosów toczy się cała fabuła i akcja tytułu. To oni są najważniejsi, mogą prowadzić dialogi otwierać skrzynie ze skarbami. Nasi bohaterowie są też w zasadzie nieśmiertelni, choć uziemić ich może jeden dobry oddział wroga. Wiem, że nie rozumiecie, o co chodzi, dlatego już tłumacze. Otóż bohater, który zostanie pokonany podczas walki, upada a nad jego głową pojawia się symbol czaszki. Na szczęście wcale nie trzeba w tym momencie korzystać z wczytywania gry. Wystarczy, aby jakikolwiek inna nasza postać, bez znaczenia sługa, żołnierz czy inny bohater, postali obok leżącego bohatera, aby ten cudownie ozdrowiał i mógł podjąć się dalszej walki. Główne postacie w grze mają też specjalne możliwości takie jak natychmiastowe leczenie ran, zastawianie pułapek, odganianie wrogich wojsk. Najfajniejszą umiejętność ma jednak Pielgrzym, który potrafi zbudować automatycznie działo. To jednak nic! Ma on także zdolność do podkładania ładunków wybuchowym tam gdzie chcemy. Dzięki temu możemy odkryć zamaskowane kopanie lub skarby! Miodzio!

  Jaka atmosferka


  Miło i przyjemnie, czy raczej nudno i ponuro?

Gra ma świetny klimat. Jest on zawieszony gdzieś pomiędzy smutkiem, a wesołością. Grając w Settlersów czuje się napięcie i powagę postawionych nam zadań. Dziedzictwo Królów ma to do siebie, że strasznie wciąga, dając olbrzymią radość z zabawy. Misje nie pozwalają oderwać się od monitora, ciągle chcemy zobaczyć, co będzie dziać się za chwilę. Gra wciągnęła mnie okrutnie i zarwałem dla niej kilka nocy, ponieważ nie należy do produkcji krótkich. Grając w Settlrsów 5 czułem wiosnę i powiew świeżości. Mimo tego, że gra odkrywcza nie jest, nie ma też zbyt wielu nowych pomysłów, to całość jest tak wyśmienicie skomponowana, że gra się bardzo miło i bardzo przyjemnie! Grywalność to olbrzymi atut gry, w takim stopniu rzadko spotykany w dzisiejszych strategiach.

  Technicznie graficznie

Jest OK, ale nie przecudownie. Budynki mają sporo szczegółów, są ładnie teksturowane, ale zbyt kanciaste. Postacie pozostawiają trochę do życzenia. Widziałem już ładniejsze w RTSach. Animacja wszelkich żyjących istotek nie powala, ale też nie ma się do czego zbytnio przyczepić. Świat ma ładne kolory, choć teren jest trochę brzydko pofałdowany. Widać tutaj ograniczenie silnika w wytworzeniu gęściejszej siatki zniekształceń. Do gustu przypadły mi drzewa i inne rośliny, a także zmienne warunki atmosferyczne. Bardzo ładnie wygląda deszcz, a śnieg wręcz świetnie. Bardzo podobał mi się motyw z zamarzaniem rzek i jezior. Dzięki temu nasze wojska mogły dostać się w niedostępne wcześniej tereny. W niektórych misjach było to wręcz niezbędne. Autorzy postarali się bardzo podczas projektowania map. Są one ciekawe, mądrze rozłożone, a zarazem łatwo się połapać, co gdzie jest. Bardzo ładnie i schludnie wyglądają też inne osady – drogi, mury obronne, wszystko na swoim miejscu. Szkoda tylko, że w swojej własnej bazie nie można takich cudów postawić, bo co da mechaniczny zegar, czy fontanna, jeżeli nie możemy nawet połączyć dwóch budynków drogą.

  Leje, czy nie – iść trzeba


  Technicznie dźwiękowo

Super! Przede wszystkim wszelkie dialogi! Są nagrane doskonale! Aktorzy podobierani zostali wyśmienicie do swoich ról, zarówno Dario jak i sepleniący starzec mówią przekonywująco i poprawnie. Pozostałe odgłosy gry też są jak najbardziej ok, wszystko brzdęka, stuka, bucha, huka jak trzeba. Muzyka jest bardzo miła dla ucha, utworki są ciepłe i pozytywnie nastawiają. Ścieżka dźwiękowa zmienia się w zależności od sytuacji, jednak czasem ma drobne spóźnienia i bitewny podkład muzyczny włącza się wtedy, kiedy wróg już przestał istnieć.

  Podsumowanko!

Naczelny SS-NG jest wielkim fanem serii Settlers. Nie miał on jednak czasu, aby spojrzeć na nową odsłonę gry. Opowiedziałem mu dosyć szczegółowo o tym ona jak wygląda. Zniesmaczony wykrzyknął:
- No super! Zarżnęli mi serię!
Może i jest w tym trochę racji. Wielbiciele starych Osadników mogą być przerażeni po tym, co zobaczą w Heritage of Kings. Prostota ekonomii, łatwość rozgrywki, oraz zupełnie inny klimat sprawiają, że w Settlersach 5 nie znajdziemy żadnych powiązań z poprzednimi częściami gry. Dla wielu z Was będzie to za pewne wada. Jak dla mnie jest to jednak spora zaleta. Gra stała się dynamiczna i wciągająca, a przez to bardzo grywalna. Autorzy widocznie chcieli zdobyć dla Settlesów rzesze nowych fanów i szczerze mówiąc powinno im się to udać. Produkt, choć niepozbawiony drobnych niedociągnięć, jest doskonały. Dawno nie miałem styczności z tak dobrym RTSem.
Myślałem, że Armie of Exigo jest grą świetną, pomyliłem się – Settlersi są o wiele lepsi!

Pentium III 1 GHz, 256 MB RAM, karta grafiki 32 MB
Zagorzali fani będą narzekać, ale dla reszty Settlers Dziedzictwo Królów będzie wspaniałą zabawą na długie wieczory!
RECENZJA [PC] - The Settlers Heritage of Kings
SS-NG #29 MARZEC 2005