ZAPOWIEDŹ - Call Of Cthulhu: Dark Corners Of The Earth
SS-NG #29 MARZEC 2005






Kuba "kYuba" Bujakowski
PRODUCENT: Headfirst Productions  WYDAWCA: Take 2 Interactive  GATUNEK: przygodowa  WWW CENA:   -
    Kojarzycie może pana Howarda Phillipsa Lovecrafta? Mam nadzieje. Jest on jednym z najsłynniejszy pisarzy literatury grozy. Prekursorem tzw. Fantastyki naukowej. Człowiekiem, którego zna każdy szanujący się fan horrorów i thrillerów. Wreszcie, po wielu latach oczekiwań, prace nad grą opartą na jego książkach dobiegają końca. Strzeżcie się, wkrótce Cthulhu może zawitać do waszych drzwi!
  JAKIŚ GRUNT TRZEBA MIEĆ

CALL OF CTHULHU: DARK CORRNES OF THE EARTH przeniesie nas wprost do świata książek Lovecrafta. Świata, który przyznać trzeba do najbezpieczniejszy i najładniejszych nie należy, ale pełen jest za to tajemniczych zagadek i jeszcze bardziej tajemniczych osób. Czymże byłby, więc taki świat bez jakiejś równie tajemniczej postaci głównej? Na szczęście głowy tym sobie zaprzątać nie musimy, bowiem autorzy zadbali o to by nasz „main character” był osobą, jakiej ta gra potrzebuje. Jack Waters, – bo takie nosi od chrztu imię nasz bohater – jest detektywem, ale nie takim znowu typowym detektywem. Jack, bowiem, jakby to powiedzieć: Znalazł się pewnego razu w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Podczas jednej z rutynowy „misji” trafił do domu, którego mieszkańcami nie byli jak to zazwyczaj bywało jacyś złoczyńcy, zboczeńcy lub kryminaliści, lecz rodzinka należąca do strasznie dziwnej sekty. Co dokładnie stało się wewnątrz ich mieszkania nie wiadomo. Wiadomo natomiast, iż pan Waters opuścił budynek ze strachem w oczach i trafił do szpitala z podejrzeniami schizofreni oraz amnezji. Jack zabawił jakiś czas w szpitalu, po czym go wypuszczono. Państwo nie chciało go już zatrudniać, postanowił, więc zostać prywatnym detektywem i przyjmować jedynie zlecenia, które mają jakieś połączenia z mistycyzmem i pokrewnymi tematami...

  


To było 6 lutego 1922 roku, do naszego detektywa zadzwonił niejaki Arthur Anderson. Sprawa przedstawiała się banalnie prosto: Andreson poprosił o odszukanie jakiejś tam zaginionej osoby. Waters odrzuciłby pewnie to zlecenie gdyby nie to, iż klient nadmienił przy okazji, ze w jego mieście od jakiegoś czasu dzieją się różne, dziwne i niewytłumaczalne rzeczy. Waters nie zamierzał długo czekać, zabrał najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszył do Innsmouth. Miasta, które zapadło mu na długo w pamięć.

  A ten łom dał mi sam Gordon Freeman


  „WELCOME TO RIVENDELL MR WATERS”

Akcja gry toczyć się będzie jak już wspomniałem w niewielkiej mieścinie Insmouth się zwiącej. Miasto to (a raczej wiocha) jest niemalże całkowicie odizolowane od świata. Ze wszystkich stron otaczają je głębokie bagna a dostać się do niego można jedynie drogą morską. Inssmouth podzielone jest przez rzekę na dwie części, które niczym się w sumie od siebie nie różnią. Obydwie są równie zniszczone, obskurne, mroczne i śmierdzące rybami (jak każde portowe miasto w latach 20). Miejsce to jest wręcz wymarzoną lokacją na wakacje dla wszelakich Lovecraft’owych straszydeł - można je śmiało nazwać „wylęgarnią zła”. I takich właśnie miast spragniony jest nasz główny bohater. W Innsmouth toczyć się będzie zasadnicza część rozgrywki. Watersowi przyjdzie rozmawiać zarówno z ważnymi osobistościami jak i tymi mniej znaczącymi dla miasta. Będzie musiał wypełnić nie tylko powierzone mu zlecenie, lecz również zaspokoić własną ciekawość, która nie daje mu spokoju od czasu feralnego incydentu. A jako, że prawda tkwi czasami w najbardziej niespodziewanych miejscach także czasami zdarzy się nam również zorganizować jakiś wypad poza granice Insmouth. Jak łatwo się można domyślić atmosfera panująca w mieście będzie niezwykle ciężka. Większość ludzi, będzie małomównych, chociaż znajdą się i tacy, którzy nie będą potrafili się zamknąć. Po ulicach spacerować będą głównie lokalni menele oraz ci, którym mrok nie jest straszny. Przez cały czas padać będzie deszcz a warunki wzrokowe dodatkowo pogarszać będzie strasznie gęsta mgła. Świadomość tego, iż za każdym rogiem może czaić się potencjalne zło towarzyszyć nam będzie przez całą rozgrywkę a zdewastowane i zapadnięte mieszkania powinny skutecznie przypominać naszemu bohaterowi o tym, że ludzie bez powodu Insmouth nie opuszczali. Naturalnie miasto będzie w sobie skrywać potężną tajemnicę, którą to właśnie my będziemy musieli odkryć. Niestety autorzy CALL OF CTHULHU nie zdradzili żadnych szczegółów dotyczących fabuły. Wiemy tylko, że na pewno będzie pokręcona i bogata w intrygi. Także fani książek Lovecrafta będą na pewno pod tym względem usatysfakcjonowani.
  COŚ ŚWIEŻEGO

Gra będzie oczywiście FPSem przepełnionym po brzegi mrokiem i grozą. Panowie z HeadFirst Productions postanowili zadbać o to abyśmy czuli się nie łowcą, lecz właśnie zwierzyną (zupełnie jak w grze fabularnej) oraz o jak najbardziej realistyczne przedstawienie rozgrywki. Jak w każdym klasycznym FPSie akcję obserwować będziemy z oczu bohatera z tym wyjątkiem, iż nie będzie czegoś takiego jak HUD. Zapomnijcie o dziesiątkach ikonek zaśmiecających ekran. Widzieć będziemy jedynie swoje ręce, ramiona i nogi (jak w CHRONICLES OF RIDDICK). Na uwagę zasługuje także niezwykle oryginalne podejście do tematu zdrowia Jacka Watersa. Otóż, podczas całej naszej podróży nie natkniemy się na ani jedną apteczkę, która w magiczny sposób doda nam sił witalnych. Ewentualne uszczerbki na zdrowiu uleczyć będziemy mogli u lokalnego lekarza, który zresztą, jak to lekarz z 1922 roku nie zawsze będzie mógł nas kompletnie wyleczyć. Możliwe, że taki na przykład postrzał w nogę odzywać nam się będzie do samego końca gry. Podobnych smaczków, (chociaż lepiej byłoby to nazwać realizmem) ma być w grze mnóstwo. Nasza postać oprócz zdrowia fizycznego posiadać będzie również zdrowie psychiczne. Obcowanie z istotami nadnaturalnymi każdemu może przecież zostawić „rysę na bani”, nawet takiemu hardcore’owemu detektywowi, jakim jest Waters. Także w pogoni za potworami będziemy musieli zachowywać się jak najostrożniej i najprzebieglej jak tylko się da. Bezpośrednia konfrontacja z jakąś z istot nadprzyrodzonych będzie mogła na trwałe uszkodzić psychikę naszego bohatera (o ile oczywiście najpierw uda nam się z takiej opresji wyjść cało). Na szczęście pojedynków w grze nie będzie za wiele. Przez większość czasu, jaki poświęcimy na granie rozwiązywać będziemy zagadki. Nie będą to łamigłówki w stylu TOMB RAIDERA, lecz zadania, w których ważne będzie przede wszystkim kojarzenie faktów i spostrzegawczość. W końcu jesteśmy detektywem a niewygimnastykowanym gliniarzem. Strzelać też oczywiście będziemy, ale zdecydowanie częściej gra poprosi nas o wysilenie szarych komórek niż zręczne poruszanie myszą.

  


  I JAK PAN TO WIDZISZ?

Graficznie CALL OF CTHULHU powinno prezentować się całkiem przyzwoicie. Co prawda gra jest w produkcji od kilku lat, ale engine gierki wciąż jest dopracowywany, podobnie jak AI przeciwników czy sama wydajność silnika. Autorzy gry nie obiecują nam fajerwerków na miarę HALF-LIFE, 2 lecz niezwykle klimatyczną i przyjemną dla oka oprawę graficzną, która swoją drogą prezentuje się nadzwyczaj dobrze. Tym, co powinno zwrócić naszą uwagę w COC: DCOTE mają być efekty pogodowe. Niezwykle realistyczna mgła oraz deszcz. Engine od samego początku robiony był z myślą o ciemnych pomieszczeniach oraz równie ciemnych i mrocznych terenach otwartych - także ładnego nieba czy słońca na pewno nie ujrzymy. Silnik gry będzie również pozwalał na niezwykłą interakcję z otoczeniem. Możliwe, iż programiści wykorzystają Havoca, lecz na tym na pewno się nie skończy. Gra ma posiadać realistyczny system obrażeń, w którym wyróżnione zostanie kilkanaście a może nawet kilkadziesiąt miejsc trafień (a’la SOLDIER OF FORTUNE). Jak widać plany chłopaków z HeadFirst są niezwykle ambitne i możliwe, że właśnie, dlatego CALL OF CTHULHU jest uważana między innymi przez serwis GameSpy za najbardziej oczekiwany tytuł 2005 roku.

  


  TURN THE PAGE

Data premiery gry jest wciąż równie tajemnicza jak sam Cthulhu. Wszyscy wiedzą, że gierka na pewno wyjdzie w bieżącym roku, ale kiedy? O tym już nie mają pojęcia nawet najwięksi mędrcy. W każdym bądź razie, szykuje się coś naprawdę wielkiego. Bardzo możliwe, iż ta gra zapoczątkuje nowy trend wśród FPS’ów, wprowadzi wreszcie trochę świeżości do nieco zatęchłego (pomimo takich gier jak H-L2 czy DOOM 3) rynku pierwszoosbowych strzelanin. Czego z głębi serca, sobie i wam życzę.
ZAPOWIEDŹ - Call Of Cthulhu: Dark Corners Of The Earth
SS-NG #29 MARZEC 2005