POZNAŃ GAME ARENA - Relacja z targów
SS-NG #29 MARZEC 2005






Szymon "LooZ^" Janus
Ostatnio, kiedy wspominaliśmy z Drizitem już prawie 3-letnią historię naszego magazynu, wymienialiśmy nasze marzenia, które o dziwo w większości udało się nam zrealizować. Po chwili Drizit powiedział coś, co jest dla mnie najlepszym wstępem do tego tekstu: "O PGA nawet nie marzyliśmy."

  CZWARTEK, 24.02.2005

      Plan był prosty. Wesoła ekipa SS-NG w osobie Beaty, Roberta (Rosic) i szanownego naczelnego podjeżdza pod mój dom i ze śpiewem na ustach ruszamy na Poznań Game Arena 2005. Oczywiście, wszystko szło po naszej myśli do... nie, właściwie od początku nie szło po naszej myśli i niech wystarczy Wam wiadomość, że ekipa wyruszyła do mnie z 5 godzinnym opóźnieniem. Kiedy już szczęśliwie w pełnym składzie wyruszyliśmy do Poznania trafiliśmy na główne przekleństwa współczesnego świata: wrocławskie korki, w których spędziliśmy 2 godziny, co i tak było tylko wstępem do dalszej trasy, którą pokonywaliśmy w przerażająco wolnym tempie przebijając się przez potężne śnieżyce. Na miejscu byliśmy o 20.30, gdzie zastaliśmy nieco przysypaną śniegiem, resztę załogi. Kiedy szczęśliwi wjechaliśmy na teren targów (machając jedynie legitymacją wystawcy) i ujrzeliśmy nasz boks zrozumieliśmy, że to będzie nasza impreza. Wokół nas, w całej hali stało ok. 200 praktycznie identycznych komputerów. Do tego, naprzeciwko nas usadowiła się ekipa Załogi G. Niestety, tego dnia nie było nam dane już dużo zrobić, hala była zamykana o 21.30 i zdążyliśmy załatwić tylko podstawowe sprawy. Pełni chęci i zapału rozjechaliśmy się na miejsca noclegu, aby rano powrócić i zrobić to co zaplanowaliśmy.



  


  PIĄTEK, 25.02.2005

      W dzień rozpoczęcia targów na miejscu zjawiliśmy się już o 8, aby spokojnie oplakatować nasze stoisko z 7 komputerami i kiedy o 11 zakończyliśmy przygotowania zgodnie uznaliśmy, że jest nieźle, nawet pomimo zagubienia ważnego elementu naszej oprawy. Sporo plakatów z zapowiedziami turniejów i niezawodną Beatką sprawiały dobre wrażenie. Pozostało tylko zabarwienie na czerwono butli z wodą (do czego potrzebowaliśmy aż dłuta i młotka kolegi Markinsona), ustawienie rzutnika i mogliśmy puścić (podkręcając wcześniej głośniki) naszą prezentację przygotowaną przez Xtense'a. Kiedy po hali rozszedł się głośny dźwięk, wszyscy zwrócili na nas oczy, a my uśmiechaliśmy się z zadowoleniem. Mogliśmy zaczynać.
Już kiedy ok. 11 udaliśmy się do centrum prasowego w celu naprawienia pewnego błędu, zauważyliśmy, że na otwarcie czeka ok. 150 osobowa grupa młodych ludzi, którzy najpewniej urwali się z lekcji, żeby zobaczyć targi, przygotowane z takim rozmachem. Co warto wspomnieć, z rozmachem dotychczas raczej rzadko w Polsce widzianym. Na olbrzymim terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, w 5 odrębnych arenach o wiele mówiących nazwach: TOURNAMENT, SKATE, MOTO, FANTASY i PAINTBALL działo się wiele i każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Mimo, że nie był to wolny dzień tygodnia, a pogoda była mało zachęcająca na takie wycieczki, przez teren targów przewinęła się pewna liczba osób, która była dopiero zapowiedzią tego co działo się w sobotę. Jednak, nie uprzedzajmy faktów. Na naszym stoisku, gdzie zainstalowaliśmy najróżniejsze gry (m.in. HALF-LIFE 2, SOLDIERS, PAINKILLER, FAR CRY), już od początku trudno było załapać się na wolne stanowisko. Czy była to zasługa położenia przy samym wejściu, szklanki krwi, sztucznego tłoku (było nas tam w końcu 9 ) czy też może Beatki, trudno wyrokować. W każdym razie, na pustki narzekać nie mogliśmy. W piątek to, urządziliśmy nasz pierwszy konkurs na głównej scenie gdzie w towarzystwie Pani Ani z firmy Techland (gorąco pozdrawiamy!) rozdaliśmy trochę gadżetów. Wspomnieć tutaj trzeba, że widownia najwyraźniej nie była zbyt zaznajomiona z grami, bo odpowiedź nawet na najprostsze pytania sprawiała spore problemy.
W tym czasie, większość wystawców przygotowywała się do turniejów, które miały odbyć się w sobotę więc na hali panował jedynie dosyć jednostajny szum, a moja skromna postać reportera i fotografa w jednym, korzystając z wolnego czasu udała się na zwiedzanie innych aren. Na nich, niestety, nie działo się zbyt dużo. Na Paintball Arena rozgrywane były z dawna ustalone mecze, na arenie fantasy kilkanaście osób bawiło się rewelacyjnymi figurkami (oglądnijcie zdjęcia!), a na moto... moto pominę milczeniem. Jedynie na skateparku, można powiedzieć, że coś się działo, szkoda jedynie, że przez ok. 15 minut nie udało mi się tam zobaczyć triku niezakończonego upadkiem. No cóż, gdzieś się trzeba uczyć.

  


Przy powrocie do Tournament Arena wspomnieć trzeba o największej wadzie PGA2005. Ochroniarze, z dumnie brzmiącej firmy "Bokser", popisywali się przez praktycznie całe targi swoim chamstwem i zwykłym debilizmem. O ile, w innych halach zarówno wystawcy jak i goście byli traktowani dosyć znośnie, to w hali z komputerami zachowanie ochroniarzy przechodziło wszelkie pojęcie. Przeszukiwanie plecaków, wyrzucanie jedzenia i picia, agresywne zachowanie, wyzywanie zwiedzających było na porządku dziennym. Całe szczęście już teraz, Rafał (jeden z organizatorów, dla niego także gorące pozdrowienia!) zapowiedział, ze ta firma na następnych targach na pewno się nie pojawi. Kiedy pod koniec dnia, zwiedzaliśmy i fotografowaliśmy sąsiednie boksy i sąsiednie hostessy, zjawił się u nas jeden z "branżowców" z zaproszeniem na imprezę, z której nic tego dnia nie wyszło. Jednak, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Po krótkiej naradzie, nieco dłuższej, burzliwej dyskusji o miejscu docelowym, udaliśmy się do mieszkania Grega, aby w spokoju spożyć lokalne piwo marki Fortuna. W redakcyjnym gronie oceniliśmy pierwszy dzień imprezy, wyjedliśmy naczelnemu jego bułki serowo-czosnkowe, po czym, po wyczerpaniu zapasów i wygonieniu na mróz części redakcji udaliśmy się na spoczynek (o dziwo, w takim gronie nawet spanie na podłodze jest wygodne), aby w pełni sił zmierzyć się z sobotnim turniejem.

  SOBOTA, 26.02.2005

      Pobudka, o dziwo, nie była specjalnie trudna. Jak widać najwyższa jakość poznańskich trunków zrobiła swoje. Kiedy, nareszcie, 5 nastawiony budzik zerwał nas wszystkich z łóżek/tapczanów/podłogi ruszyliśmy z rzutnikiem i lejkiem na teren PGA. Lejek. jak łatwo się domyślić miał nam posłużyć do nieco bardziej cywilizowanego zakrwawienia wody niż przy pomocy wyżej już wymienionego dłuta. Kiedy po 9 dotarliśmy do celu, czekała na nas już ekipa od turnieju PAINKILLER'a, która po załatwieniu sprawy z wejściówkami raźno zabrała się do pracy. A my, my mogliśmy się ob... zajmować się innymi, równie ważnymi rzeczami. Mówiąc zupełnie poważnie należą się w tym miejscu gratulacje dla ludzi od PK, którzy wspaniali przygotowali cała zabawę. Przy okazji tego turnieju warto wspomnieć o wizycie dziennikarzy Gazety Wyborczej, którzy kierując się plotkami poszukiwali na naszym stoisku ludzi z People Can Fly, którzy niestety byli nieobecni.



Ponadto na odbywających się równolegle z PGA targach edukacyjnych, Wyższa Szkoła Bankowa w Poznaniu zorganizowała Sims Arenę. Sami byliśmy ciekawi na czym może polegać turniej w tak dynamiczną grę jak THE SIMS 2. Jak się okazało turniej ten przeznaczony był głównie dla maturzystów, którzy po trzydziestominutowej rozgrywce udawali się w kilkuosobowych grupach na spotkanie z psychologiem i dyskutowali na temat rozwoju swojej postaci. Prezentacja dokonań miała na celu przygotowanie ich do zbliżającej się matury. Dodatkowo w przerwach rozgrywany był często zręcznościowy turniej polegający na zdobywaniu punktów doświadczenia.
Na terenie targów żywność zapewniała firma Avanti, która w wielce konkurencyjnych cenach (Coca-Cola za 4,5zl), pomimo paskudnej pogody, zachęciła znaczną grupę osób do wizyty w MacDonaldzie i PizzaHut na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. O dziwo jednak, jeśli ktoś zdecydował się już na jedzenie na terenie Tournament Arena mógł liczyć na dosyć strawne jedzenie w postaci chociażby makaronu po węgiersku. Niestety, czasami trzeba było długo na to jedzenie poczekać. Podsumowując: mogło być lepiej.
Tego dnia, jak wszyscy zakładali przez teren targów przewinęły się tabuny graczy (całe targi odwiedziło ok. 11tyś ludzi, większość w sobotę), którzy oczywiście zawitali również do nas. Podczas turnieju PAINKILLER'a, który właściwie trwał cały dzień, dosyć często mieliśmy problem z dopchaniem się do "prywatnej" części stoiska, a rzutnik (za 7.000zł, co często podczas przenoszenia go powtarzał nam naczelny) sprawdził się świetnie.


  


Oczywiście, na targach nie byliśmy sami. Swoje pojedynki toczyły najlepsze w Polsce klany w takie gry jak ENEMY TERRITORY czy COUNTER STRIKE. Co warto podkreślić, do wygrania było 40.000zł! W 4 turniejach, najlepszy klan mógł dostać 5.000zł, co było do tej pory w Polsce, kwotą niespotykaną. Nasza droga konkurencja, czyli Załoga G, rozgrywała tego dnia turniej w PRO EVOLUTION SOCCER 4, który także cieszył się sporym zainteresowaniem. W tym miejscu, należy pogratulować Załodze zaradności, ponieważ w sobotę pojawili się na targach z rzutnikiem (i kultowym prześcieradłem), ulotkami, a nawet własną, skromną prezentacją.
Gratulujemy.
Co do naszej działalności poza targowej. Było całkiem nieźle. Po zakończeniu targowego dnia, dostałem od Pana V. z ZG wizytówkę z numerem telefonu, wraz z prośbą o kontakt, gdybyśmy mieli ochotę tzw. "gdzieś, coś”. Po krótkiej naradzie zadzwoniłem (ha, powstały już teorie spiskowe, kiedy 3 razy nie udało mi się połączyć) i okazało się, że cała ekipa czeka przed (a właściwie "w") głównym wejściem na teren MTP. Po połączeniu sił większa część grupy (niestety, bez mojej skromnej osoby) udała się "na miasto", wraz z redaktorami Valkirii i gry.o2.pl. Nie wgłębiając się w szczegóły było miło i przyjemnie, przymykając oko na drobne faux pas, ze strony jednego z panów dotyczącego naszej skromnej Beatki.

  NIEDZIELA, 27.02.2005

      Kiedy w niedzielny poranek, o godzinie 9.10 przybyłem do Tournament Arena odkryłem, że... jestem praktycznie sam. Nasz box był pusty, ale kiedy zorientowałem się, ze z Załogi G również nikogo nie ma sytuacja stała się nieco jaśniejsza. Niektóre stoiska był puste nawet do 9.55, czyli na 5 minut przed otwarciem ostatniego dnia targów.
Ten dzień na naszym stanowisku poświęcony był w całości turniejowi w GRAND PRIX 3, zorganizowanym wspólnie z Ligą Grand Prix, w którym rozdaliśmy naprawdę tony nagród, a co warto podkreślić, drugie miejsce zajął gracz, który prawie że siłą został zaciągnięty do turnieju przez naszą Beatkę.
Kiedy dochodziła godzina 12, nadszedł czas na kolejny występ na scenie, gdzie wręczyliśmy naprawdę wspaniałe nagrody, między innymi GeForce'a od nVidii. Mimo pewnych trudności (Mess, który zajął 3. miejsce pojechał już do domu), nagrody zostały wręczone, a szczęśliwi zawodnicy odebrali medale od organizatorów PGA.


  


Trudno powiedzieć czy to wpływ zmęczenia, a może tego, ze jesteśmy zupełnie zwariowani, ale... No cóż. Wpierw Markinson zapytał grzecznie naszego naczelnego, czy nie może sobie rzucić w tłum jakiejś gry, których jeszcze trochę nam zostało. Po zgodzie rednacza, z uśmiechem na ustach w tłum poleciała pierwsza gra. Tak się to wszystkim spodobało, że postanowiliśmy zrobić to raz jeszcze. Tym razem, z zapowiedzią ze sceny głównej, w towarzystwie okrzyków, że "oni zwariowali, tego jeszcze nie było", wokół naszego stoiska zebrał się prawdziwy tłum ludzi chętnych złapać sobie co nieco. Tak więc rozrzuciliśmy wszystko co mieliśmy. W tłum poleciało ok. 10 gier, czapeczka X-PAND RALLY, trochę smyczy i "nagroda specjalna", jeszcze zapakowana wersja X-PAND RALLY, o którą rozegrała się pasjonująca walka w półparterze. Było naprawdę ostro. Jednak dla nas, było to zdecydowanie za mało, po wyszperaniu z naszego "zaplecza" dwóch gier, zostawiliśmy je sobie na rozdanie nagród za GP3, które odbywało się na scenie głównej. Kiedy szczęśliwym zwycięzcą nagrody zostały rozdane (a było tego sporo, popatrzcie na zdjęcia!), Markinson z uśmiechem od ucha, wraz z Rosicem rzucił w szybko zbierający się tłum dwie, naprawdę niezłe gry. Było na co popatrzeć.
Tego dnia udała się nam również rzecz, o której myśleliśmy od momentu kiedy ujrzeliśmy wielkie rzutniki nad główną sceną. Musi tam polecieć nasza prezentacja... Ta przyjemność zostawiliśmy sobie na dzień ostatni i kiedy po wręczeniu nagród za turniej GP3 i rozrzuceniu dwóch gier w tłum Markinson powiedział: "SS-NG, najlepszy magazyn o grach w sieci", ja nacisnąłem przycisk start i z wielkich głośników pod sceną poleciały znane nam dźwięki. Mimo pewnych zgrzytów w animacji poszło nieźle, a my po raz kolejny uświadomiliśmy ludzi o naszym istnieniu.
Targi zakończyły się dla nas dosyć nieprzyjemnie. Grupa ochroniarzy podeszła do naszego stoiska i z arogancją w głosie stwierdziła, że "do 19 ma was tu nie być". Kiedy upewniliśmy się, że wszyscy inni również dostali takie "zalecenia" rozpoczęliśmy pakowanie i szabrowanie plakatów, niestety, głównie swoich własnych, których było zbyt mało, żeby wystarczyło dla każdego z redaktorów tam obecnych. Po zdaniu sprzętu, pożegnaniu się z ekipą udaliśmy się w drogę powrotną do domu Dzięki temu, że droga (nie licząc mgły) była dobra, sprawdzaliśmy czy z autka naczelnego (Citroen Berlingo?) wyciągniemy więcej niż 170km/h. Niestety, wskazówka zatrzymała się na 168km/h. Tak więc, po szybkiej podróży, dla mnie, o godzinie 24, to spotkanie zakończyło się definitywnie.
Na sam koniec, osobny akapit trzeba poświęcić naszej drogiej Beatce, która swym niezłomnym zapałem, wiecznym uśmiechem i chęcią pomocy sprawiła, że dla nas i dla wielu te 3 dni w Poznaniu pozostaną na zawsze niezapomniane. Beatko - dziękujemy.
POZNAŃ GAME ARENA - Relacja z targów
SS-NG #29 MARZEC 2005